Środa w muzeum. Krytykuję, bo mogę.

Wczoraj w ramach Dni Kultury Żydowskiej poszłam obejrzeć film „Na wschód od Timszel”, którego reżyserem jest Grzegorz Fedorowski. Film został wyemitowany w 2011 roku, a zdjęcia do filmu stworzył Marcin Przylecki. Seans odbył się w Muzeum Narodowym w Szczecinie – Muzeum Tradycji Regionalnych. Z pozostałych danych wiedziałam tyle, że łączna długość dzieła trwa 53 minuty.




Na Adlojadzie pojawiłam się przypadkiem. Powodem mojego przybycia na dane wydarzenie w całym programie był wymóg napisania relacji z wydarzenia. Najbardziej interesującym wydarzeniem dla mnie – filmomaniaka – był oczywiście seans filmu i dyskusja po tym filmie. Na początku nie wiedziałam czego mam się spodziewać po tym filmie. Z danych technicznych znałam tylko imię i nazwisko reżysera, realizatora obrazu oraz ilość minut w filmie, które miałam przeznaczyć na jego obejrzenie.

Film w moim odczuciu był słaby. Nie spodobał mi się, ale to przecież nie zbrodnia. Co było głównym motywem filmu? Wydaje mi się, że zaprezentowanie złączonych kilku historii ludzi w jedną całość. Każda z tych historii opowiedziana została przez osoby starsze. Dodatkowo film został trochę przegadany przez reżysera, który przechadzał się po ulicach Szczecina ze swoim rozmówcą.

Poznajemy historię młodego – w moim mniemaniu – małżeństwa, które mieszka w przygranicznej niemieckiej wioseczce, na której osiedliło się około 120 pozostałych mieszkańców, z czego młodzi ludzie mogli stanowić 10% tej liczby. Małżeństwo informuje reżysera, a zarazem jednego z głównych autorów o tym, że mieszkają w Niemczech i czują się tu dobrze, jednak pracują w Szczecinie. Wcześniej mieszkali w Szczecinie gdzie w ciągu roku lub półtorej roku spotkało ich kilka nieszczęść związanych z ich samochodem. Wyprowadzili się, jest im tam lepiej.

Osobiście nie spodobało mi się to zdanie o Polakach, o Szczecinianach lub okolicznych mieszkańcach. Już trzy lata dojeżdżam na studia do Szczecina. Przez krótki czas również w nim mieszkałam.
Nie uważam by wszyscy pozostali mieszkańcy byli bardzo złymi osobami, by czyhało na mnie jakieś niebezpieczeństwo. Jestem dumna z tego, że jestem Polką. Jestem dumna z tego, że mieszkam w Polsce. Tamto małżeństwo uważam za osoby, które po prostu poszli na łatwiznę. Zawsze najlepiej jest uciec od problemów niż z nimi walczyć. Wygodniej jest zmienić otoczenie, gdy to nam nie odpowiada – zgadzam się, jednak nie trzeba od razu wyprowadzać się zagranicę, by potem opowiadać swoje niekorzystne historie o tym jak to w Polsce źle się żyje.

Pozostałe historie zaprezentowane w filmie również mi się nie spodobały. Czy tylko ja mam takie odczucia po obejrzanym filmie? Kolejną odsłoną jest opowieść starszego mężczyzny, który opowiada o swoim wczesnym dzieciństwie. W dziele tym reżyser postanowił wysłuchać mężczyznę i pokazać nam kościół – miejsce gdzie odbył się chrzest starszego mężczyzny. Następnie usłyszeliśmy wzmiankę o tym jak to gdy był młodym dzieckiem czekał na Świętego Mikołaja. Kurdę, czy to we mnie jest taka jakąś znieczulica czy naprawdę to jest nieinteresujące? Jak ja bym nakręciła film o tym, że czekałam na Świętego Mikołaja jak byłam mała – nikogo by to nie interesowało, dziecko jak dziecko ma swoje potrzeby świąteczne i tyle.

Kolejną wzmianką, która mnie zdenerwowała jest historia kolejnego małżeństwa. Małżeństwo to poznało się przez przypadek w domu kultury, o ile dobrze pamiętam, a jeśli nie, to po prostu w miejscu, gdzie prowadzone były zajęcia dla młodzieży. Poznała się z mężem przez przypadek, a wybrała go tylko dlatego, że potrafił tańczyć, a ona chciała się nauczyć jakiegoś tańca. Niby wszystko fajnie, każdy wybiera sobie osobę, z którą będzie dzielił życie z jakichś powodów. To jeszcze nie było na tyle denerwujące. Najbardziej zdenerwowało mnie to, że kobieta uważa Szczecin za „swój Szczecin”. Może to trochę rasistowskie albo znajdziecie inne określenia dla mojej postawy jednak ja uważam, że Szczecin to Szczecin. Szczecin jest nasz, jest w Polsce. Historia różnie dzieliła ziemie Polski, to fakt. Osoby, które wcześniej mieszkały na tych ziemiach, które obecnie należą do Pomorza Zachodniego oczywiście mają prawo mieć swoje wspomnienia związane z tymi miejscami. Mają prawo czuć, że tu się urodzili i wychowywali – chociaż czy aby na pewno taka jest prawda? Urodzili się w miejscu, którego już nie ma. Rozumiem doskonale chęć poznania tych ziem, zobaczenia co się zmieniło, jednak nie rozumiem jak obecni ludzie z Niemiec mają prawo mówić o tym, że Szczecin jest ich. Nigdy tego nie zrozumiem. Historia, w której oni tu mieszkali się skończyła. Mogą mieć wspomnienia, potrzeby by tu przyjeżdżać, ale to tyle. Jeśli my, Polacy byśmy tak wracali do historii, to moglibyśmy mieć ciągłe pretensje do obywateli niemieckich, do naszych sąsiadów, do historii wojennych itd. Uważam, że złotym środkiem w tym aspekcie jest niewracanie do historii, bo wiele krzywd zostało nam wyrządzonych i na pewno każdy Polak będzie o tym pamiętał przez całe swoje życie. Może nie będziemy pamiętać jak to dokładnie było, bo przecież nie żyliśmy wszyscy w czasach wojny, jednak uczymy się historii w szkołach, często również poza nią.

Wracając jednak do filmu i dyskusji. Drugi etap, po filmie stanowił dyskusję, w której poza osobami zgromadzonymi w muzealnej sali projekcyjnej był również reżyser, scenarzysta i jeden z głównych aktorów – Grzegorz Fedorowski, dodatkowo w panelu prowadzącym był Sławomir Iwasiów, Mirosław Salski oraz Szymon Piotr Kubiak.

Na początku padło pytanie - „Jak bardzo przenika się przestrzeń i czas?” Film stanowi bowiem zaprezentowanie różnych czasoprzestrzeni po 1989r. Poszczególne sekwencje nie zawsze do siebie pasują. Dzieło się oddziela od autora. Autor filmu patrzy na nie już z boku. Stworzenie tego filmu wymagało przeprowadzenia za każdym razem innego szeregu czynności. Utwór z utajonego może ewoluować w kierunku rzeczywistego życia na scenie. Zamysł na film powstał już w 2001 roku, reżyser nie mógł jednak zrealizować tego filmu od razu. Swoje materiały do filmu zbierał aż do 2011 roku. Na całe dzieło składa się 5-6 urywków. Grzegorz Fedorowski stawiając na niezależność dawał sobie czas na zrealizowanie tego filmu - czekał i szukał bowiem odpowiednich czynników techniczno-artystycznych.

Pamięć jako coś do czego mamy bezpośredni dostęp jest mniej lub bardziej stworzona w takim dziele jak film dokumentalny. Według osób prowadzących panel dyskusyjny film miał na celu chęć wydobycia ciekawych historii z rezerw pamięci. Nakładanie się różnych czasów, przestrzeni, historii. Nieistniejące przejście graniczne zaprezentowane w filmie zbliża nas do siebie – Polskę z Niemcami, Polaków z Niemcami, Niemców z Polakami, Niemców z Polską lub najprościej ludzi do ludzi, bez kategoryzowania. Film jest niespokojny, realizowany w różnym momentach – uważa się to za plus, dla mnie jednak stanowi to minus. Zaprezentowane są różne odsłony, różne momenty, różne historie. Wyjazdy Polaków niewątpliwie wynikają z różnych przyczyn. Początek filmu ukazuje pająka w swojej sieci. Pająk zapowiada plastyczną opowieść. Albo jako symbol złączenia ludzkich losów, albo spojrzenie na świat zupełnie inaczej. Takie ujęcie przyrody nie stanowi jednak ozdobników do filmu, ma to jednak jakieś głębsze znaczenie. Reżyser wspomina o tym, że nie jest drapieżny w swoich filmach.

Grono odbiorców jest elitarne, ale jest zamknięte. Jesteśmy specyficzną publicznością. Znamy książki historyczne i inne filmy, które udokumentowały historię. Doskonale zdajemy sobie sprawę z tego, że są różne strony medalu, a nie tylko te łagodne sceny, które zostały zaprezentowane w filmie. Osoba z publiczności uznała ten film dokumentalny za przykład etnofilmu. Stwierdza, że w filmie zobrazowany został natrętny sposób obmyślania sakralnych figur, uciążliwe zbliżanie figur sakralnych. Uważa, że jest to historia reżyseria. Nie można przekroczyć granicy, bo co jest na granicy? Punkt historyczny. Granica. Film się kończy tą sceną. Reżyser twierdzi, że nie robi filmów dla telewizji przez co jest niezależnym twórcą.

Najważniejsze pytanie jakie według mnie padło w dyskusji odnosiło się do zapytania o rolę reżysera w filmie. Reżyser jest zdania, że dzieło sobie samo wybiera odbiorów, a niekoniecznie autor. Czy postrzegamy siebie jako naród, czy jako region?

Komentarze

  1. Myślę ,że wiadomość narodowa i regionalna to 2 różne sprawy i nie wykluczają się. Trzeba to jednak odróżniać. Co do filmu drażni mnie to jak mała kreatywnością popisał się reżyser, najkrótsza linia obrony, nie daje tej głębi która pozwoli na zatrzymanie i zamyślenie. Przynajmniej tak wnioskuje z twojego opisu.

    OdpowiedzUsuń
  2. Naprawdę ciekawy wpis! Niestety mi również ten film nie przypadłby do gustu. Nie lubię "przegadanych i przechodzonych" filmów. Najzwyczajniej w świecie irytuje mnie to. Stety lub niestety. Nie wiem czy mogę nazwać to współczuciem, aczkolwiek współczuję i tak, że musiałaś się przemęczyć te 53 minuty, gdy praktycznie wszystko wywoływało Twoje niezadowolenie.
    P.S. Ja też jako dziecko czekałam na Mikołaja i nigdy nie przyszedł. Czy to powód do tego, by o tym opowiadać? Ciekawszym by było, jakby ktoś mi powiedział, że czekał na przyjście realnej, istniejącej osoby, a ona się nie zjawiła.
    Pozdrawiam, dystyngowanapanna.wordpress.com

    OdpowiedzUsuń
  3. na pewno jest to pozycja w pewnym sensie wartościowa - praca reżysera szacun ile czasu musiał poświęcić temu ;o - i coś wnosi dla każdego ale nie wiem czy bym usiedziała w skupieniu podczas tego dzieła;p obserwuję z miłą chęcią i zapraszam serdecznie do siebie;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Rozśmieszyła mnie historia małżeństwa, kobiety która wybrała sobie męża dlatego bo umiał tańczyć. Dosyć to zabawne. Fakt. Nie przepadam z muzeum, byłam i zawsze sie nudzę, moze jestem po prostu za mało poważna? Zapraszam do siebie jamojapasja.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. mój tata się śmieje że on wybrał mamę dlatego że wygrała ona z nim w szachy:D

      Usuń
  5. No cóż taniec czasem jest wielkimkrokiem do miłości jak w przypadku malzenstwa. Smieszna ale czy nie realistyczne?

    OdpowiedzUsuń
  6. Nie przepadam za tego typu filmami...

    OdpowiedzUsuń
  7. Rozumiem dlaczego film nie przypadł Ci do gustu.
    Niestety na te słabe filmy też zdarza się trafić ;)

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty